Czy niski próg to temat zastępczy wobec wynaturzonego systemu podatkowego?
Być może odpowiedzi warto poszukać w interesującym artykule autorstwa red. Grzegorza Siemionczyka, opublikowanym 15.06.2026 r. na portalu Money.pl, w którym autor przedstawia własną opinię dotyczącą strukturalnych problemów polskiego systemu podatkowego, wskazując, że publiczna debata koncentruje się na kwestiach drugorzędnych – takich jak wysokość progów podatkowych – zamiast na rzeczywistych źródłach jego niesprawiedliwości i nieefektywności. W swojej analizie podkreśla, że system ten uległ deformacji poprzez mnożenie wyjątków, preferencji i przywilejów dla wybranych grup, co prowadzi do nierównego traktowania podatników oraz zaburzenia zasad konkurencji, a w konsekwencji osłabia jego przejrzystość, spójność i zdolność do realizacji podstawowych funkcji fiskalnych oraz społecznych.
Tytułem zachęty przytaczamy kilka fragmentów artykułu „Niski próg to temat zastępczy. Polski system podatkowy zupełnie się wynaturzył” (Poniżej link do artykułu)
(…) Określenie zróżnicowania obciążeń podatkowych w Polsce jako niesprawiedliwego byłoby eufemizmem. Ten system jest patologiczny.
O tym, że z podatkami w Polsce jest coś nie tak, dużo się ostatnio mówi w związku z coraz liczniejszą grupą osób, które w którymś momencie roku zaczynają płacić 32 proc. PIT. W 2025 r. takich podatników było ponad 2,4 mln, o niemal 0,5 mln więcej niż w 2024 r. To już 10 proc. wszystkich osób, które rozliczają się według skali podatkowej. (…)
(…) Minister Domański przekonuje, że na podwyższenie drugiego progu podatkowego nie ma i nie będzie w najbliższym czasie miejsca w budżecie. Pewnie ma rację, bo wobec deklaracji prezydenta Karola Nawrockiego, zgodnie z którą zawetuje on każdy nowy podatek i każdą podwyżkę istniejących obciążeń, rząd może zwiększać wpływy do budżetu tylko za pomocą instrumentów, które działają dyskretnie i automatycznie. (…)
(…) Nie istnieje zaś żaden obiektywny sposób na rozstrzygnięcie, jakie dochody w Polsce są wystarczająco wysokie, aby obłożyć je wyższą stawką PIT. Nie ma też w ekonomii prawa, które określałoby, jaki odsetek populacji można zaliczyć do klasy średniej, której tak obciążać nie wolno. (…)
Za większe wydatki państwa ktoś musi zapłacić
(…) Istnieje jednak coś, co oburzenie podatników wpadających w drugi próg podatkowy czyni całkowicie zrozumiałym, niezależnie od poglądów. To fakt, że sam rząd daje im do zrozumienia, że są frajerami. Z jednej strony twierdzi, że w budżecie nie ma miejsca na podwyżkę kwoty wolnej od PIT lub drugiego progu. Z drugiej zaś toleruje równoległy system podatkowy i składkowy, w którym obciążenia są niższe. I do którego drzwi są szeroko otwarte, z czego korzystają przede wszystkim osoby o wysokich dochodach. Nawet tak wysokich, że powinny płacić daninę solidarnościową. Jedynym warunkiem przejścia do tego równoległego systemu jest założenie jednoosobowej działalności gospodarczej (JDG). (…)
(…) Politycy nie od dziś mają świadomość tego, że preferencyjne traktowanie osób prowadzących działalność gospodarczą skutkuje plagą pozornego samozatrudnienia i rozsadza polski ład podatkowy. Od kilkunastu lat kolejne rządy przymierzają się do ukrócenia tego zjawiska. (…)
(…) Wzrost obciążeń pracowników najemnych związany z tym, że coraz większa ich część przekracza drugi próg podatkowy, sprawia, że powyższy mit trudniej jest utrzymać. Siłą rzeczy rośnie bowiem grono osób, które zdają sobie sprawę z tego, że duża część rzekomych przedsiębiorców niczym się od nich nie różni, a mimo to płacą mniejsze podatki i składki. Do tego często korzystają z innych przywilejów, np. możliwości wrzucania w koszty działalności prywatnych w gruncie rzeczy wydatków. Ten ostatni mechanizm przez część samozatrudnionych jest zresztą tak rażąco nadużywany, że potęguje poczucie krzywdy wśród pozostałych podatników. (…)
(…) Dopóki tej rażącej niesprawiedliwości systemu nie zażegnamy, dopóty na żadne obniżki obciążeń podatkowych dla pracowników etatowych nie będzie w Polsce miejsca. Przeciwnie, ta grupa karnych podatników będzie musiała w coraz większym stopniu zapełniać ubytki w budżecie spowodowane przyzwoleniem rządu na to, aby osoby o najwyższych dochodach podatków unikały.
